poniedziałek, 2 maja 2016

07. ,,Są w życiu chwi­le, gdy myśli się, że jest tak źle, iż już gorzej być nie może. Wte­dy właśnie oka­zuje się... że jed­nak może. ''

Gdy w końcu się ocknęłam, znajdowałam się w małym ciasnym pomieszczeniu z kratkami.
Tak, tak byłam w więzieniu. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież  nie spełnia kilka tygodni temu byłam grzeczną, normalną nastolatką z pozoru kochającą i zgraną rodziną. Natomiast teraz jestem zdesperowaną, niebezpieczną dziewczyną, która walczy o swoich najbliższych.
Miesiąc temu nie byłabym w stanie napaść na bank z nieznajomymi kolesiami, którzy są mafią.
Jednak teraz właśnie to zrobiłam. Nie mogę w to uwierzyć.
Zauważyłam, że moja ręka jest zabandażowana, w końcu uderzył w nią pocisk. Starałam się ją ruszyć, lecz bardzo mnie bolała. Postanowiłam jej nie nadwyrężać.
Usłyszałam szelest kluczy. Jakiś młody policjant otwierał moją klatkę.
Chłopak był szczupły o dobrze zbudowanej sylwetce. Jego bluzka z krótkim rękawkiem odsłaniała jego mięśnie. Miał długie, czarne spodnie. Na głowie zaś niebiesko-białą czapkę, a na oczach czarne okulary.
-Co teraz ze mną będzie?-spytałam.
-To zależy od ciebie-powiedział młody mężczyzna z powagą.
-Jak to? To znaczy, że będę musiała z wami współpracować, a wy obiecacie mi w zamian mniejszy wyrok, a potem i tak mnie wsadzicie do pierdla?-spytałam prześmiewczo.
-Nie koniecznie- zaśmiał się policjant. -Widzę, że sporo filmów się naoglądałaś.
-Może...-bąknęłam.
Policjant popatrzył na mnie.
-Zapraszam na przesłuchanie-powiedział policjant.
Był poważny i stanowczy.
Mocno złapał moje ręce po czym skuł je kajdankami.
-Ała! To boli! Przecież już stąd nie ucieknę, nie mam jak-powiedziałam.
-Muszę zachować zasady ostrożności. Poza tym to nie salon piękności księżniczko, tutaj nie będziemy się z Tobą cackać-powiedział z groźną miną mężczyzna.
-Ale mam ją ranną, dlatego powinien Pan uważać-powiedziałam z bólem.
-Trzeba było nie uciekać-powiedział mężczyzna.
-To Pan do mnie strzelał?-spytałam.
-Nie. Ale jeśli będzie trzeba strzelić jeszcze raz, będę musiał-powiedział bez zastanowienia policjant.
Chłopak zaprowadził mnie do sali w której były tylko dwa krzesła i mały stół, który stał na środku. Pomieszczenie było dobrze oświetlone.
Policjant kazał mi usiąść na jednym z krzeseł, po czym rozkuł mi ręce. Na stole był mikrofon, do którego miałam mówić, tak żeby słyszały mnie osoby siedzące za ścianą. Widziałam coś takiego na filmach. Jednak nie spodziewałam się nigdy, że to ja będę siedzieć w takim miejscu.
Mężczyzna zdjął czarne okulary i położył je delikatnie na stole.
Miał brązowe oczy. Był śliczne, mógłby nimi uwieść nie jedną z kobiet. Przez chwilę się rozmarzyłam.
-Zaczynamy. Jak się nazywasz?- zadał pytanie mężczyzna.
-Laura Marano- odpowiedziałam.
Po krótkiej chwili dopowiedziałam:
-A Pan? Jak ma na imię?
Policjant spojrzał na mnie z zaskoczoną miną. Po chwili lekko się uśmiechnął.
-Wydaję mi się, że to ja tutaj zadaję pytania- powiedział funkcjonariusz.
-Ah! Dobrze-pokiwałam głową z uśmiechem.
Nie mogłam się powstrzymać. Myślałam, że w takich chwilach będę poważna i przestraszona. Jednak jak na razie chce mi się śmiać. Policjant wydawał się stanowczy i groźny, a ja jednak widziałam czarującego mężczyznę. Jednak wiedziałam, że nie mogę pozwolić sobie teraz na jakieś romanse, gdy moja rodzina się rozpada.
-Jeśli musisz wiedzieć nazywam się Ross-powiedział z lekkim opóźnieniem chłopak.
-Ross... ładne imię- powiedziałam z powagą.
-Dziękuję. Teraz jednak wróćmy do  przesłuchania-powiedział mężczyzna.
-Kim był ten chłopak, z którym dokonałaś napadu na bank?-spytał policjant.
-Nie wiem-powiedziałam.
-Nie wiesz z kim zrobiłaś coś takiego?-spytał z ironią funkcjonariusz.
-Tak. Wiem, że to może wyglądać idiotycznie, ale na prawdę nie znam tego typa-powiedziałam.
To straszne, nie wiem z kim odważyłam się napaść na ten przeklęty bank. Tym bardziej, że tylko mnie złapali, a tamtego gnoja nie. Teraz to ja wychodzę na idiotkę. Pewnie myśli, że kłamię, ale jak ja mam mu to wyjaśnić. Jestem kretynką, nic mi się zawsze nie udaję, dlaczego niby miałby się udać taki duży skok na bank?
-No proszę, czyli nie chcesz współpracować?-powiedział surowym głosem chłopak.
-Ależ chcę!-powiedziałam przestraszona.
-Czy wiesz co grozi za takie przestępstwo- spytał mężczyzna.
-Pewnie więzienie...-powiedziałam.
-Tak! Nie rozumiem dlaczego takie małolaty jak ty, robią coś takiego..-powiedział Ross.
-Najwidoczniej nigdy się nie znalazłeś w takiej sytuacji, co ja teraz..!-powiedziałam z ciszonym głosem do mężczyzny.
Ross udał, że nie słyszy. Po czym zadał kolejne pytanie.
-Dlaczego dokonałaś rabunku?
-Ponieważ potrzebowałam tych pieniędzy. Ostatnio wszystko mi się wali. Rozstanie rodziców i ciężko ranny brat. Musze zdobyć pieniądze na jego operację, bo inaczej może umrzeć. Na dodatek ta mafia zadzwoniła do mnie, że jeżeli nie spłacę brata to oni zrobią porządek z moją rodziną. Później ten skok na bank, żeby w końcu te typy się ode mnie odczepiły...
-Kim jest twój brat?-spytał policjant.
-Luke Marano. Jak się okazało to ćpun. Ma porachunki z mafią, która go pobiła i teraz jest w szpitalu. Potrzebuję na pilną operację.
-Co wiesz na temat mafii?-dopytywał mężczyzna.
- W Sumie to mało. Dzwonili kilka razy i dopominali się o forsę. Grozili, że zajmą się moją rodziną, tak jak Lukiem. Mówili, że jak nie oddam im pieniędzy, które pożyczył od nich Luke z odsetkami wykorzystają mnie jako zapłatę. Nie wie Pan jak to jest walczyć o własną rodzinę-szlochałam przy stole.
-Zdziwiłabyś się...-powiedział z ciszonym głosem mężczyzna.
Spojrzałam w stronę Rossa. Widziałam w nim skruchę, jakby chwilowe załamanie. Widać, że w środku tego nieczułego na pozór chłopaka ukryta jest niewinność i zagubienie. Jednak Ross stara się to ukryć.  Nagle twarz Rossa nabrała poważniała.
-Na dzisiaj to tyle-powiedział z poważnym głosem.
-Zadzwońcie do jej opiekunów-powiedział funkcjonariusz do mikrofonu.
-Tylko nie to..! -powiedziałam przestraszana.
Ross mógł sobie pomyśleć, że boję się rodziców, w końcu jestem małolatą, przynajmniej tak mnie nazwał... Jednak prawda jest zupełnie inna. Wszystko się wali to po pierwsze,  praktycznie już nie mam rodziny, to po drugie, a gdy zadzwonią do rodziców to zorientują się, że matka jest pod wpływem alkoholu i w tedy ze mną i z Loganem będzie źle. Trafimy do domu dziecka i nasza rodzina się totalnie rozsypie.
Ross odprowadził mnie do celi.
-Pewnie myślisz, że jestem zwykłą gówniarą, która jest zbuntowana i robi nazłość własnym rodzicom- powiedziałam ze skruchą do policjanta.
-Nie, nie uważam tak. Może mówisz prawdę, jeśli tak to wiem co przeżywasz, bo sam nie miałem łatwo. Jeśli kłamiesz to jeszcze nie wiesz jak życie może Ci dokopać- powiedział chłopak.
-Ty taki policjant, miałeś przesrane... jasne- powiedziałam.
-To, że jestem kim jestem, nie oznacza, że nie miałem ciężko-powiedział podwyższonym tonem mężczyzna. -Moja matka zmarła, gdy miałem rok, a ojciec był alkoholikiem. Trafiłem do domu dziecka, gdzie w każdym dniu walczyłem o przetrwanie.  Gdy ukończyłem 7 lat zostałem potrącony na pasach przez pijanego chłopaka. Byłem w ciężkim stanie, lekarze mówili, że mam 10% na przeżycie. To Bóg mnie uratował, to dzięki niemu tutaj jestem. Najwidoczniej miał według mnie plany. Gdy miałem 14 lat zostałem zaadoptowany przez małżeństwo, które nie mogło mieć własnych dzieci. Kochałem ich jak własnych rodziców. Jednak ojciec był w podeszłym wieku i zaraz zmarł. Została mi jedynie matka. Starała się, żebym był szczęśliwym dzieckiem. W szkole byłem wyzywany od dzieci z bidula. Często brałem udział w bijatykach. Matka nie miała ze mną lekko.
Gdy skończyłem 17 lat dowiedziałem się, że jest chora na białaczkę. Co dzień patrzyłem jak umiera. Była coraz słabsza, aż w końcu gdy skończyłem 19 lat odeszła. Znów zostałem sam jak palec. Ukończyłem różne szkolenia i kursy i jestem policjantem. Marzyłem o byciu lekarzem, jednak gdy patrzyłem na cierpienie matki, uświadomiłem sobie, że nie zniósłbym tego po raz drugi. Tym bardziej, że nie na każdą chorobę jest lekarstwo.
-Przykro mi-powiedziałam zdumiona z ciszonym głosem.
-Ale teraz to nieważne. Życie toczy się dalej-powiedział mężczyzna.
Spojrzałam z brązowe oczy Rossa, widać było, że mówiąc mi to, nie było mu lekko. Był taki przygnębiony, że pragnęłam go przytulić i powiedzieć ,,wszystko będzie dobrze'', tak jak kiedyś robiła mi to mama. Jednak nie mogłam odważyć się na ten czyn, w końcu nie byłam dla niego bliską osobą. Uważa mnie za małolatę.....
Ross wstał i zamknął moją cele,po czym zostałam sama.
Jego opowieść mnie wzruszyła. To on miał przesrane, nie ja. Było mi trochę głupio, że robię z siebie taką ofiarę życia. Muszę wziąć się w garść.
Jestem kretynką, że wpakowałam się w coś takiego. Jak mam pomóc teraz Lukowi?
Skuliłam się na podłodze i starałam zasnąć. Przynajmniej teraz nie boję się, że dopadnie mnie mafia. Teraz boję się o Logana, który został porwany zapewne przez mafię. Co oni z nim zrobią, przecież matka pije do nieprzytomności, więc pożytku z niej nie będą mieć, a Luke jest ciężko ranny w szpitalu i walczy o swoje życie. Logan nie będzie im do niczego potrzebny. A jeśli wyrzucą go na jakimś śmietniku, w końcu tyle się teraz słyszy o porzucaniu dzieci. Muszę go uratować, tylko jak?
 Jest ciemno i głucho. Chciałabym obudzić się teraz w moim pokoju, jakby nigdy nic.
Jednak to tylko moje marzenia...


*************
Dzisiaj taki sobie rozdział,
sprawy muszą jeszcze się rozwinąć,
więc proszę o cierpliwość. :)
Mam nadzieję, że przynajmniej trochę was zaciekawiłam.
Piszcie co myślicie w komentarzach! :)
Następny rozdział już niedługo.
Pozdrawiam! :)






środa, 27 kwietnia 2016

06. ,,Życie by­wa przew­rotne, a po­wie­rzchow­ny chaos myśli jest świadec­twem na skom­pli­kowa­nie Two­jego istnienia. ''

16.00
Wszyscy zajęli już swoje pozycje. Razem z szefem gangu byłam odpowiedzialna za odwalanie największej roboty. Miałam odciągnąć uwagę, a nieznajomy miał zająć się rozszyfrowaniem szyfru w banku. Potem miał spakować pieniądze. Na tyle budynku ma czekać na nas czarne kombi , które ma nam pomóc uciec. Taki był plan. Teraz tylko trzeba go zrealizować.
Nieznajomy podał mi kominiarkę.
-Załóż ją. Gdy ktoś Ci ją zdejmie będziemy w dupie. Zrozumiałaś?-spytał.
-Taak-powiedziałam w lekkim szoku.
Dopiero teraz dochodzi do mnie co zamierzam zrobić.
-Masz!-powiedział mężczyzna podając mi mały rewolwer.
Matko! Pierwszy raz coś takiego trzymam. Byłam przerażona.
-Uważaj, tylko nie wystrzel-zaśmiał się chłopak.
Popatrzyłam niepewnie na nieznajomego.
-Co jest? Panika Cię ogarnęła? Teraz już nie ma odwrotu. Chłopaki się pogniewają, jak nie dostaną zapłaty-powiedział z dreszczykiem emocji chłopak.
-Schowaj tę spluwę, bo się zorientują!-ochrzanił mnie.
-Już, przecież wiem. Tylko gdzie?
Chłopak wyciągnął drugi pistolet i włożył go z tyłu za spodnie.
-Tak-odpowiedział.
Założyłam kominiarkę i schowałam pistolet według instrukcji nieznajomego.
Przekraczając próg banku myślałam, że zaraz zemdleję. Jednak nie miałam już wyjścia. Wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię, będę miała tarapaty. W prawdzie robię sobie kolejne, ale policja przynajmniej mnie nie zabije.
Na sali głównej było dużo osób. Ludzie stali w kolejce albo coś wypełniali.
Pomieszczenie było duże. Było 6 stanowisk, więc bałam się coraz bardziej, że coś nie wyjdzie.
-Wszyscy na ziemię! To jest napad!-krzyknął na cały głos chłopak wyciągając rewolwer.
Ja również szybko wyciągnęłam broń. Nieznajomy złapał jakąś kobietę, która stała najbliżej.
Rozległ się pisk. Wszyscy wrzeszczeli. Widziałam strach tych wszystkich ludzi.
-Cisza!-podniósł znowu głos chłopak.
Widać, że nie robi tego pierwszy raz. Widziałam z jaką swobodą robi to nieznajomy.
-Trzymaj ją!-powiedział do mnie mężczyzna.
Teraz to ja trzymałam broń nad głową niewinnej kobiety. To było straszne. Nie mogłam uwierzyć, że robię coś takiego.
-Chodź!-powiedział chłopak.
Idąc z pistoletem strzelił w szybkę, która oddzielała bankowca od klienta. Rozległ się huk, a zaraz po nim krzyk.
-Cisza miała być!-krzyknął po raz drugi mężczyzna.
Szybko podeszłam do nieznajomego. Tym razem kazał trzymać mi dziewczynę skuloną po drugiej stronie lady. Miała około 20 lat. Była blada jak trup, a oczy miała całe we łzach.
Odepchnęłam kobietę, którą trzymałam na początku. Od razu skuliła się na ziemi. Teraz miałam rewolwer nad młodą dziewczyny.
Spojrzałam na duży zegarek zawieszony na środku holu.
Minęła 16.07, czułam jak szybko bije mi serce. Pragnęłam aby to wszystko okazało się tylko jednym wielkim koszmarem. Na twarzach tych wszystkich osób widziałam przerażenie, jednak nie mogłam się już wycofać. Na to było już za późno. Poza tym nie miałam innego wyjścia. Czułam gorycz w sercu, a do oczu napłynęły mi łzy, których nie mogłam powstrzymać. Trzymając rewolwer przy czole niewinnej kobiety, która miała za zadanie otworzyć mi sejf do banku, czułam narastającą adrenalinę. Jednak wiedziałam, że nie mogę tego spieprzyć. W końcu od tego zależał los mojej rodziny, a w raczej jej mniejszej części. Sama już nie wiem czy moi rodzice są dla mnie rodziną. Tak bardzo nienawidzę ojca, za to co nam zrobił. Nie potrafię mu tego wybaczyć. Tak bardzo nas skrzywdził. To on jest jedną z przyczyn co tutaj robię. Gdyby nas nie opuścił może dalibyśmy radę razem. Gdyby nas naprawdę kochał nic by się nie wydarzyło. Byłam naiwna wierząc mu w te wszystkie puste słowa wypływające z jego ust o kochającej rodzinie. No cóż, mogłabym być bardziej czujniejsza. Wiedziałam, że coś się święci. Jednak nikt nie spodziewał się, że sprawa nabierze takiego tępa.
-Szybciej! Tracę cierpliwość!-powiedział do dziewczyny mężczyzna, podkładając drugi rewolwer do czoło kobiety.
Po kilku sekundach sejf był otwarty. Było tam tyle pieniędzy, że dostałam oczu pląsu. Nigdy nie widziałam tyle forsy. Nieznajomy zaczął przekładać pieniądze do dużej, czarnej torby.
Nie wierzyłam w to co właśnie się dzieje.
Nagle do banku wpadła policja.
-Na ziemię, policja!-krzyczeli.
-Stać!-wrzasnęłam.
Nie wiedziałam, że to zrobiłam. Zrobiła się cisza.
-Rozwali jej łeb, jak się zbliżycie!-powiedział chłopak, z którym dokonywałam rabunku.
Cały czas trzymałam broń przy czole kobiety.
Nagle nieznajomy zabrał pieniądze i zaczął uciekać w stronę tylnego wyjścia. Nie wiedziałam co zrobić. Jeden nieodpowiedni krok, a będę postrzelona. Stałam nieruchomo.
-Stój zdrajco!-krzyczałam do mężczyzny.
Byłam na linii ognia. Co robić? Miałam czarną pustkę w głowie.
Zdesperowana także rzuciłam się do ucieczki. Poczułam ból w ramię. Upadłam, całe życie przeleciało mi jak film. W oczach miałam łzy z bezradności i bezsilności.
W końcu straciłam przytomność.


*************
Witajcie kochani!
Tak, wiem dawno mnie tu nie było...
Bardzo was przepraszam, 
miałam sporo nauki i te testy...
Musiałam to wszystko ogarnąć.
Dopiero teraz mogę skupić się na pisaniu.
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tutaj zagląda.
Jeśli tak dajcie o sobie znać w komentarzach! :)
Nie liczę na dużo odsłon.
Wiem, że mogliście już o mnie zapomnieć. 
Wracając do rozdziału
mam nadzieję, że się podobało. :)
Dajcie znać w komentarzach! :)
Do zobaczenia :***
Pozdrawiam! <3



wtorek, 5 kwietnia 2016

05. ,,To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia''.

Wczorajszej nocy nie mogłam usnąć. Późno wróciłam do domu ze szpitala od Luke. Obiecałam mu, że mu pomogę. Nie mogłam zmrużyć oka, ponieważ wciąż myślałam nad tym co mogłabym zrobić.
Obawiałam się, że do domu przyjadą Ci bandyci i zrobią coś Loganowi lub mnie.
Wstałam i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni i zastałam matkę siedzącą przy kuchennym stole z butelką wina. Głowę miała położoną na blacie, a butelka była pusta.
Widząc taki widok byłam załamana, jak wygląda teraz moja rodzina. Cała w rozsypce.
Rozumiałam, że mama przeżywa rozstanie z tatą, ale żeby upijać się do nieprzytomności?
Nie mogłam patrzeć na tą całą scenę. Poszłam do pokoju Logana, żeby zobaczyć czy jeszcze śpi.
Otworzyłam cicho drzwi do pokoju brata, jednak nikogo w nim nie zastałam. Szybko podbiegłam do łóżeczka i szukałam dziecka, jakby było małą kuleczką, która mogłaby być ukryta gdzieś w małej kołderce brata. Przerażona zniknięciem brata krzyczałam na cały dom:
-Mamooooo Logan zniknął.
Jednak nikt mi nic nie odpowiedział. Zupełna cisza, jakbym była sama w domu. Z początku miałam tysiąc myśli na minutę, nie wiedziałam gdzie Logan mógł teraz przebywać. Co z nim się stało?
Szukałam koło łóżka jakiejś wskazówki, która mogłaby mi pomóc w odnalezieniu brata. Niestety nic konkretnego nie znalazłam.
Wybiegłam z pokoju Logana i powędrowałam do kuchni. Stanęłam koło matki i próbowałam ją obudzić.
-Mamo wstawaj! Logana nie ma ktoś go chyba porwał! Mamo!-krzyczałam ze łzami w oczach.
Jednak moja matka tylko przechyliła lekko głowę i mruczała coś pod nosem. Była jeszcze pijana i nie miałam z nią żadnego kontaktu. Stwierdziłam, że budzenie jej nic mi nie pomoże. Zaczęłam wykręcać numer do ojca, jednak numer był niedostępny. Płakałam z bezradności. Wszystko było nie tak, powinnam teraz iść spokojna do szkoły, a tym czasem szukam młodszego brata, zajmuję się pijaną matką i muszę zdobyć pieniądze na operację Luke. W dodatku nasz ojciec nas zostawił. Pewnie nawet nie wiem co się tutaj dzieję. Wszystko sypało mi się na głowę, a on niczego nieświadomy układa sobie teraz nową, szczęśliwą rodzinę. Uklękłam przy drzwiach wejściowych i rozpłakałam się jak małe dziecko.
Nagle zadzwonił telefon. W tej chwili miałam chodź najmniejszą nadzieję, że to ktoś, kto poinformuję mnie o odnalezieniu brata. Podbiegłam do telefonu.
-Hallo?-powiedziałam drżącym głosem  do słuchawki.
-Hallo, hallo maleńka! Czyżbyś już płakała, jeszcze nie masz powodów. Twoje piekło dopiero się zaczyna, więc radziłbym Ci zostawić łzy na później-powiedział kpiącym głosem tajemniczy głos w słuchawce.
-Czego chcecie? Co zrobiliście Loganowi?-spytałam zdenerwowana.
-Spokojnie, nie wiemy o czym mówisz-powiedział spokojnie nieznany głos.
-Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.
-My nic, ale jeszcze możemy robić maleńka-odpowiedział tajemniczy głos.
-Przestań do mnie mówić ,,maleńka'' oblechu!-wykrzyczałam.
-Ska wiesz, że Ci się nie spodobam? W końcu mnie nie widzisz, a jak byś zobaczyła to może bym Ci się spodobał? -powiedział prześmiewczym głosem.
-Wątpię, nie mam tendencji zakochiwać się takich idiotach jak ty-odpowiedziałam z przekąsem.
-To się jeszcze okaże kto tu komu będzie klękał na kolana-zaśmiał się nieznajomy głos.
-Widzę, że ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu, aby ją dalej kontynuować-powiedziałam.
-Do wieczora masz czas kotku na oddanie długu. Jeśli nie załatwimy to inaczej. Tak jak lubię.
-Spokojnie do wieczora będziesz miał ten swój cholerny dług-powiedziałam.
-Wiesz co ja mam inny pomysł. Chętnie bym Cię pooglądał na żywo, więc mam dla ciebie specjalne zadanie-powiedział szyderczym głosem.
-Zapomnij zboczeńcu!-powiedziałam.
-Spokojnie, to nie to co myślisz. Szczegółów dowiesz się na miejscu. Zobaczymy jak bardzo zależy Ci na rodzinie. Dzisiaj o 17.00,za rogiem kawiarenki ,,Fortuna''. Tylko bez żadnych wykrętów, bo inaczej będziesz miała poważniejsze kłopoty niż teraz- powiedział głos.
Nagle rozmowa została przerwana.
-Rozłączył się drań-pomyślałam.
Co ja teraz zrobię, nawet nie wiem co mnie czeka tam na miejscu, gdy przyjdę na określone spotkanie. Byłam załamana, nie mogłam się nawet spodziewać od nikogo pomocy. Tym bardziej, że teraz nie mam Logana. Nie wiem co się z nim dzieję. Chyba oszaleję! Co to za przeklęty koszmar!
Nawet życia sobie nie mogę odebrać, bo Logan jest w niebezpieczeństwie, a  Luke właśnie o te życie walczy w szpitalu. W co on się w pakował. Teraz wszystko jest na mojej głowie. Mam dość, ale nie mogę się poddać.
Ponownie zadzwonił telefon. Myślałam, że to znowu ten wstrętny oblech. Z niechęci podniosłam słuchawkę do ucha.
-Tak?-spytałam.
-Dzień dobry. Czy dodzwoniłam się do państwa Marano?
 Po chwili ciszy odpowiedziałam:
-Takk. A o co chodzi?
-Jestem zaręczona z twoim ojcem-usłyszałam w słuchawce.
Zamarłam, jak to już zaręczona i nic nam nie powiedział? Byłam wściekła na tą kobietę i mojego ojca. W końcu to on dał się zmanipulować tej kobiecie. Faceci są jednak słabi. Nie potrafią zapanować nad uczuciami, a mówią, że to kobiety są słabe.
-Jak to?-spytałam. Nienawidzę was, spieprzyliście mi życie! Przekaż ojcu, żeby zaczął odbierać tą cholerną komórkę. Czasami ktoś ma coś ważnego do przekazania-powiedziałam.
-To znaczy, że jeszcze wam nie powiedział o zaręczynach? Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak wyszło. To wszystko potoczyło się tak szybko-powiedziałam kobieta.
-Jasne. Wszyscy tak mówią. Jak ty się w ogóle nazywasz zdziro?-spytałam.
-Przepraszam nie mogę teraz rozmawiać. Rozumiem, że jesteś na mnie wściekłą, ale życie toczy różne scenariusze.
Po tych słowach się tajemnicza kobieta się rozłączyła. Czego ona się spodziewała? Że będę jej dziękować z rozwalenie mojej rodziny? Śmieszne! Ta kobieta nawet wstydu nie ma. Nie rozumiem co widział w niej mój ojciec. Chyba tylko figurę...
PO raz trzeci zadzwonił telefon. Zbyt często dzisiaj dzwonią.
-Tak słucham?-powiedziałam.
-Tutaj Robert Tracz jestem szefem pani Anny Marano, czy zastałem ją w domu?
-Niestety nie. Wyjechała w za granicę w sprawach rodzinny. Jak wróci czym prędzej do pana oddzwoni-powiedziałam poważnym głosem.
-Dobrze, dowidzenia.
Musiałam skłamać, inaczej matka straciłaby pracę,a mną zainteresowałaby się opieka społeczna. Dopiero teraz sobie uświadomiłam, że mnie i Logana mogą zabrać do bidula. Ze mną nie było by takiego problemu, w końcu mam już siedemnastkę, ale kilkumiesięcznego Logana nie potraktowaliby tak łagodnie. Byłam przerażona tym faktem, tym bardziej, że teraz nie wiedziałam co się z nim dzieję. Gdyby takie informacje dostały się do instytutu mielibyśmy przekichane. Muszę odnaleźć Logana czym prędzej.
Dochodziło koło 16.30, więc zaczęłam się szykować do wyjścia. Nagle podeszła do mnie matka. Widać było, że jeszcze dobrze nie wytrzeźwiała. Była ubrana w mała czarną sukienkę.
-Wychodzę-powiedziała ze śmiechem matka.
-Co takiego, gdzie ty się wybierasz? Twój syn zaginął, a ty się idziesz znów upić?-spytałam.
-Ciii.. A co to? Jesteś moją matką, czy jak? Jestem dorosła i mogę robić co mi się podoba. Mam gdzieś twoje zdanie. Ojciec uważa, że za mało jestem rozrywkowa, więc pokaże mu, że się myli-powiedziała.
-Zachowujesz się infantylnie! Gdzie twoja odpowiedzialność i pracowitość? -spytałam.
-No przecież mówię, że przechodzę metamorfozę. No co głucha jesteś córeńko. Wiesz co ma pomysł ubierz się jakoś fajnie i pójdziemy razem. Powiemy, że jesteśmy siostrami-zaproponowała matka.
-Słucham, czy ty naprawdę słyszysz co ty mówisz?
Nie wierzyłam z tego co opowiada matka. Byłam załamana i zirytowana całą tą sytuacją.
-Ale, że co? Że niby za stara jestem? Na zabawę nigdy nie jest za późno!-powiedziała matka, po czym ledwo co wyszła z domu.
Była już 16.45, więc zostało mi nie wiele czasu do spotkania.
Wsiadłam w najbliższy autobus pojechałam na wskazane miejsce.
Stojąc przed rogiem ,,Fortuna'', jedynie zakręt oddzielał mnie od tych bandytów. Czułam jak szybko bije mi serce.  Gdybym jeszcze wiedziała co na mnie czeka za tym rogiem. W końcu odważyłam się zmierzyć się z bandytami.
Idąc przez uliczkę za rogiem było coraz ciemniej. Bałam się, że zaraz ktoś mnie złapie i porwie, jednak szłam dalej. Nagle zobaczyłam grupkę mężczyzn stojących obok dużej latarni. Całe te miejsce wydawało mi się z horroru. Czułam strach i niepokój, a mój instynkt podpowiadał mi, żebym  uciekała.
Niepewnie podeszłam do grupy nieznajomych. Nie wiedziałam nawet co mam powiedzieć, jak się odezwać. I kogo szukać, zupełnie nic nie wiedziałam. Miałam czystą pustkę w głowie.
Nagle jeden z chłopaków koło 20 lat podszedł do mnie. Miał na głowie czarną kominiarkę przez którą było widać tylko oczy. Były jasno-niebieskie podobne do oceanu z gęstymi rzęsami. Muszę powiedzieć, że były nawet ładne, ale w końcu to jeden z bandytów, więc nie mogę się rozmarzyć.
-Laura? Tak?-spytał nieznajomy.
-Może. Zależy kto pyta-powiedziałam niepewnie.
Mężczyzna tylko się roześmiał. Zbliżył swoją twarz bliżej do mojej po czym powiedział:
-Twój nowy szef skarbie, a teraz posłuchaj. Napadniemy razem na bank, ty będziesz odpowiedzialna za rozproszenie, a ja zajmę się rozszyfrowaniem kodu. Jeśli się nie zgodzisz to moi koledzy pokażą Ci, że mi się nie odmawia- po czym wskazał na grupę stojących obok chłopaków.
Większość z nich to typowe osiłki. Ciekawe czy mają chociaż trochę oleju w tej głowie, czy tylko robią to co każe im ten chłopak-pomyślałam.
Grupa mężczyzn szyderczo się do mnie uśmiechała, a ja stałam bezruchu. Byłam przerażona całą tą sytuacją. Znów popatrzyłam na chłopaka koło mnie. Miał lekko zmrużone oczy.
-To jak będzie maleńka?
-Pff. a mam jakiś wybór?-spytałam irytująco.
Mężczyźni się roześmiali.
-Dlaczego nie zdejmiesz kominiarki i nie pokażesz swojej twarzy. Czyżbyś się bał, że mi się nie spodobasz?-spytałam.
-Sprytnie, ale i tak nie zdejmę. Gdybyś widziała moją twarz mogłabyś mnie wydać na policji, a tak nawet nie wiesz jak wyglądam-odpowiedział.
-No proszę, proszę jednak masz rozum-zaśmiałam się.
Może dlatego jest ich przywódcą. Jedyny myślący-pomyślałam.
-Dlaczego miałbym nie mieć. Myślałaś, że tacy jak ja nie mają rozumu?
-Jak byś miał to byś się w takie gówna nie pakował-powiedziałam.
-Według mnie mam spryt, żeby szybko zdobyć pieniądze-powiedział.
-Nie rozumiem, skoro maja u ciebie długi jacyś ćpuni, to czemu nie masz  kasy i musisz okradać baki?-spytałam.
-Za dużo chcesz wiedzieć moja droga, ale powiem Ci. Ponieważ tacy jak twój brat, tylko by brał, a nie płacił. A ja muszę oddać za towar kasę. Widzisz nade mną też stoi szef, którego muszę się słuchać- takie życie.
-Uzależnił się od tego gówna, bo takie składy robicie, żeby sięgali po następne działki-powiedziałam.
-No proszę, widzę, że jednak znasz się na rzeczy. Może zostaniesz kiedyś szefem gangu, tak jak ja-zaśmiał się.
-No jasne, bo o niczym innym nie marzę, tylko o tym, żeby pakować się w takie świństwo-powiedziałam.
-Dobra. Za niecałą godzinę wkraczamy do akcji. W tedy już nie ma odwrotu-powiedział chłopak.
-Chcę 10 procent-powiedziałam. Muszę zapłacić za operację Luka-powiedziałam.
-No proszę. Stawiasz własne warunki. Dlaczego niby mam się na nie zgodzić?-spytał. To raczej ja powinienem stawiać warunki, a nie ty-dokończył zdanie.
Milczałam, miał rację, ale grałam twardą. Wcale nie chciałam napadać na bank, lecz nie miałam innego wyboru. W prawdzie nie wiem co gorsze kradzież, czy prostytucja. Byłam w kropce.Czekałam jak na skazanie. Minuty coraz bardziej się dłużyły, a ja nie mogła opanować zdenerwowania. Jednak muszę to zrobić, żeby wszystko było dobrze. Tyle bym dała, żeby było tak jak wcześniej. Lepiej jednak żyć w nieświadomości, niż w ciągłym strachu przez jutrem.

***********
I jak wrażenia moi drodzy?
Koniecznie piszcie w komentarzach, 
co was zaciekawiło i jak wrażenia. :)
Jak myślicie kim jest ta tajemnicza postać, 
która dowodzi gangiem?
Liczę na wasze opinie! :)
Do następnego wpisu kochani!
Buziaki :**




czwartek, 31 marca 2016

04. ,,Rodzeństwo może być wredne przez całe życie. Jednak możesz być pewien, że wskoczy za tobą w ogień, gdy ktoś będzie przeciwko tobie''.

Obudziłam się z mokrą poduszką. Przez pół nocy płakałam nad tym co mam zrobić, żeby ochronić moją rodzinę. Dlaczego to zawsze mi przytrafiają się takie rzeczy?
Bałam się, że w każdej chwili Lukowi się pogorszy i miałam dziwne przeczucie, że Loganowi może grozić niebezpieczeństwo. W końcu jest taki bezbronny.
Dzisiaj niedziela, więc matka jest w końcu w domu. Zeszłam wytłumaczyć jej jak poważny jest stan Luke. Weszłam do salonu. Siedziała na białej kanapie z laptopem. Robiła jakieś dokumenty potrzebna na jutro do pracy. Ciągle jest w pracy. Nawet gdy jest w domu wydaję mi się nie kontaktowa z rzeczywistością.
-Mamo!-powiedziałam.
Jednak nic mi nie odpowiedziała, więc powtórzyłam słowo ,,mamo''.
-Yyyy tak skarbie. Chwilka pracuję, tylko dokończę tę fakturę i porozmawiamy.
Jak zwykle ma mnie głęboko i szeroko. Chciałam już coś jej odpowiedzieć, ale nagle rozległ się głos dzwonka. Podeszłam do drzwi po czym złapałam za klamkę.
W wejściu stał ojciec. Nie spodziewałam  się go dzisiaj. Jego ,,niby'' delegacja miała się skończyć dopiero za dwa dni. Miałam do niego masę pytań, może to i dobrze, że wcześniej wrócił. Może będę miała chociaż chwilę czasu, aby wybadać kim była ta tajemnicza kobieta, która ostatnio z nim widziałam.
Johny wszedł nie mówiąc ani słowa. Po chwili spytał się:
-Gdzie jest matka?
-W salonie.. Zaraz poczekaj mam do ciebie kilka pytań-powiedziałam.
Ojciec poszedł do salonu.
-Wyprowadzam się-oznajmił.
Po czym poszedł na górę i zaczął się pakować.
Zamurowało mnie te nagłe wejście taty. Z resztą mamę chyba też. Odłożyła laptopa po czym zrobiła wielkie oczy.
-Jak to się wyprowadza?-powiedziała.
Następnie zawołała na cały dom.
-Johny!!!! Co ty odwalasz? Pomieszało Ci się w głowie?
-Nie skarbie!-wrzasnął. Po prostu zrozumiałem, że nie jestem z tobą szczęśliwy-powiedział schodząc ze schodów.
Stałam obok nie wiedząc co mam powiedzieć. Miałam pustkę w głowie. Zaskoczył mnie całą tą sytuacją. Nie wiedziałam o co chodzi. Patrzyłam na zdenerwowanie mamy i jej bezradność.
-Najwyższy czas poukładać swoje życie na nowo. Poznałem pewną kobietę, dla której liczę się bezwarunkowo. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Ona z resztą we mnie też. Z tobą byłem nieszczęśliwy. Nigdy nie miałaś na nic czasu. Ciągle jesteś w pracy, nawet w domu. Mam tego dosyć, dlatego się wyprowadzam-powiedział Johny.
-Jak to ? Ty draniu!  Jak możesz nas zostawiać, nie tylko mnie, ale i nasze dzieci. One już w ogóle się dla ciebie nie liczą? -krzyczała matka.
-To dla ciebie nigdy się nie liczyły. Miałaś je i mnie zawsze w dupie! I wiesz co Ci powiem zołzo?
Nigdy Cię nie kochałem.  Kochałem czułą, seksowną i szaloną dziewczynę, a nie gderliwą, zapracowaną i bezuczuciową zołzą. A gdy się z tobą żeniłem myślałem, że jesteś inna. Nigdy bym się z tobą nie ożenił, gdybym wiedział, że jesteś taką oschłą wiedźmą-powiedział Johny.
-Ty świnio! Puszczasz się z jakąś lafirynda i ty do mnie masz pretensję!? Biedny Johny taki niewinny! Tylko on jest poszkodowany! Wiesz co? Sam zobacz jak ty nas krzywdzisz! Co ty wyprawiasz! Ja staram się zarobić na nasz dom. Na rachunki, na książki do szkoły dla dzieci, a ty tylko się obijasz. Zamiast ciężko pracować na wykarmienie rodziny, puszczasz się z jakąś szmatą!
Jak ona ma na imię? No proszę przyznaj się cwaniaku!-wykrzyczała ze łzami w oczach Anna.
-Nie znasz jej, to osoba z uczuciami, robocie. Jest inna niż ty. Ty takich ludzi nawet nie odróżniasz co?
I jeszcze jedno. Macie dwa tygodnie na opuszczenie tego domu. Prawnie należy do mnie, więc nie widzę potrzeby, żebyś w nim mieszkała! Jeśli myślisz, że coś Ci dam za rozwód, to się grubo mylisz. Jedynie mogę wpłacać na dzieci. Szkoda mi tylko Logana, że będzie musiał żyć z taką nieczułą matką! Luke jest pełnoletni, a Laura będzie już nie długo. Będą mogli od ciebie w końcu uciec-wypowiedział się Johny.
-Dlaczego teraz to robisz miałeś na to tyle lat? To przez tą ździrę, z którą Cię widziałam ostatnio dwie ulice stąd? -spytałam ze łzami w oczach ojca.
-Jak to? Widziałaś ją? To nie możliwe... -powiedział Johny.
Popatrzył na matkę, jakby bał się, że powiem jej kto to był.
-Przepraszam Laura, ale nie mogę tego wytrzymać. Twoja matka nie daje mi szczęścia-powiedział ojciec. Po czym wyszedł z domu.
Matka usiadła z wrażenia. Zakryła twarz rękoma. Płakała. Nie wiedziałam jak się zachować. To wszystko prawda o czym mówił tata. Matka nigdy nie miała dla nas czasu, ale żeby tak ją traktować?
Ale znowu jak to widzi ojciec? Że tak po prostu nas zostawi? Co z nami, czyli jego dziećmi. Ta kobieta zawróciła mu w głowie i od razu chce z mamą rozwód. To okropne, moja rodzina się rozpada. Nawet nie wiem kim jest ta kobieta. W końcu była w tedy w ciemnych okularach, dlatego nie byłam w stanie jej rozpoznać.
Popatrzyłam na matkę, pomimo tego wszystkiego było mi jej żal. Zawiniła, ale chciała dobrze, żebyśmy godnie żyli, żeby na nic nam nie zabrakło. Pochyliłam się nad nią.
-Ty! Ty wiedziałaś?-spytała.
-Widziałam tylko przedwczoraj jakąś kobietę z nim dwie uliczki dalej, gdy wracałam do domu. To w tedy koło furtki pobili Luka. Nie miałam nawet kiedy Ci powiedzieć, a w sumie nic szczególnego ją nie widziałam miała czarne okulary i nie mogłam jej rozpoznać. Nie chciałam Cie dodatkowo martwić, nie miałam żadnych dowodów.
-Kłamiesz! Wiesz kim ona jest, tylko nie chcesz mi powiedzieć! Wszyscy mnie okłamują- szlochała matka. Zostaw mnie chce być sama- powiedziała.
I jak tu dogodzić? Jednak rozumiałam mamę, czuję się oszukana przez ojca. Niestety nic nie mogłam poradzić. Poszłam do kuchni napić się trochę wody z tego wrażenia. Byłam wstrząśnięta.
Nagle zadzwonił telefon.  Pierwsza myśl, o której pomyślałam to bandyci, którzy ostatnio dzwonili.
-Hallo?-spytałam niepewnie.
-Hallo? Czy dodzwoniłem się do rodziny Marano?-spytał głos w słuchawce.
-Tak? A kto mówi?
-Tutaj doktor Wilczewski. Dzwonię ze szpitala. Państwa syn Luke...-powiedział lekarz.
-Co nim?-spytałam przerażona.
-Najlepiej to proszę przyjechać do szpitala. Na miejscu porozmawiamy.
-Dobrze, już jadę-powiedziałam.
Przez myśl umknęło mi coś strasznego. A jeśli Luke.... nie żyje? Nie, nie to nie dorzeczne. W prawdzie nie było z nim najlepiej, ale też i nie najgorzej. Nie mogę o tym myśleć. Nie teraz gdy wszystko się sypie. Muszę jak najprędzej tam pojechać.
Ubrałam czarną kurtkę i przez chwile wahałam się czy mówić, że dzwonił lekarz. Jednak stwierdziłam, że nie wiem co z nim. Postanowiłam sama odwiedzić brata, później powiem matce jak się czuję. Teraz powinna ochłonąć.
-Wchodzę-powiedziałam, jednak nikt mi nic nie odpowiedział.
Zaraz powinna przyjść Agnieszka, więc zaopiekuję się Loganem.
W końcu dotarłam do szpitala. Weszłam do sali, w której ostatnio leżał Luke. Jednak jego łóżko było zaścielone i nie było jego rzeczy.
Przeraziłam się, usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Tyle spraw miał jeszcze do załatwienia.
Nagle wszedł lekarz. Przygotowałam się już na słowa typu ,,Przykro mi, ale nie zdołaliśmy go uratować''. Ledwo co oddychałam. Nie zaciekawię zaczął się  ten dzień, więc byłam przygotowana na najgorsze.
-Ty do Luka Marano, tak?
-Tak-powiedziałam cichym głosem.
-Przenieśliśmy go do izolatki. Niestety, jego stan bardzo się pogorszył. Ma teraz podłączony tlen, cały czas obserwujemy go przez monitor.
-To znaczy, że Luke żyje?-spytałam.
-Tak, tak, lecz jego stan jest bardzo zły. W każdej chwili grozi mu śmierć. Dlatego chciałem, żeby pani przyjechała. Nie chciałem mówić takich rzeczy przez telefon. Niestety jest jeszcze jedna sprawa-powiedział doktor.
Ucieszyłam się. To źle, że jest w opłakanym stanie, ale przynajmniej żyje, więc jest chociaż najmniejsza nadzieja.
-Jaka?-spytałam.
-Musimy wykonać operację. Bardzo by pomogła, ale jest bardzo droga, ponieważ nie płaci za nią fundusz zdrowia- oznajmił doktor.
No nie, czy cały ten świat opiera się tylko na pieniądzach?
-Dobrze, powiem o tym rodzicom-powiedziałam do doktora.
W istocie rzeczy sama będę musiała coś wykombinować. Tata zakłada nową rodzinę, a matka jest załamana. Nie będzie miała głowy na to. Sama muszę się tym zająć. Tylko jak?
-Czy mogę go zobaczyć?-spytałam.
-Oczywiście-powiedział doktor.
Pielęgniarka zaprowadziła mnie do Luka. Siadłam obok niego.
-Tyle mi strachu narobiłeś. Cieszę się, że mam takiego brata jak ty. Pomimo wszystkich sporów jakie były między nami i tak Cię kocham-powiedziałam do nieprzytomnego brata.
Z oka popłynęła mi łza.
-Dzisiaj ojciec odstawił cyrk. Wyprowadził się, a matka się załamała. Nie wiem jak dalej będziemy żyć, dlatego proszę Cię o tylko jedno. Nie zostawiam mnie tutaj samej. Walcz do samego końca braciszku.
Nagle z jego oka popłynęła łza. Tak bardzo się ucieszyłam. Może faktycznie mnie słyszy.
-Siostro, siostro-krzyczałam.
-Co się stało?
-Z oka popłynęła mu łza, to znaczy, że z nim lepiej?-spytałam uradowana.
-Niestety to nic nie znaczy, po prostu to płyn. Od czasu może mu wypłynąć.
Ta odpowiedz mnie zdołowała. Jednak wiedziałam jedno, że muszę mu pomóc za wszelką cenę.
-Trzymaj się brat. Wyciągnę Cię z tego bagna. Choćby mnie maiło to kosztować życie- powiedziałam.
Zacisnęłam jego dłoń. Wstałam po czym delikatnie go pocałowałam w czoło. Nie mogłam patrzeć na cierpienie mojego brata.
-Wyjdziemy z tego razem-szepnęłam do Luka.

************
Jak wam się podobało moi kochani?
Spodziewaliście się takiego przebiegu akcji?
Zaskoczę was, to nie koniec.
W następnym rozdziale możecie być zszokowani. :)
Liczę na wasze komentarze.
Komentując motywujecie do pisania. :)
Piszcie co myślicie na temat Johna i Anny.
Jak myślicie, jak potoczą się dalsze losy rodziny Marano?
Buziaki :***



środa, 23 marca 2016

03. ,,Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć''

Obudziłam się w szpitalu. Słyszałam ciche głosy dobiegające z korytarza. Płacz i krzyk jakiś małych dzieci. To straszne, że takie małe istoty, które zaledwie się urodziły są w szpitalu. Nie każdy ma takie szczęście, że jest zdrowy, a zdrowi nawet tego nie doceniają .
-Jestem jeszcze nie pełnoletnia, więc pewnie znajduję się na oddziale dziecięcym-pomyślałam.
 Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to pytanie:,, Gdzie jest Luke i co z nim?''
Usiadłam na łóżku szpitalnym, po czym do pokoju wszedł lekarz.
-Doktorze! Co z Lukiem, tym chłopakiem co był ze mną?-spytałam.
-Ah o niego ci chodzi-odpowiedział lekarz. No cóż jest w ciężkim stanie. Przez trzy godziny walczyliśmy o jego życie. Teraz jest w śpiączce. Jest jeszcze jedna rzecz.
-Jaka?- spytałam.
-Jednak za nim Ci to powiem muszę wiedzieć, że jesteś spokrewniona z tym pacjentem-powiedział doktor.
-Oczywiście, że jestem to mój brat!-odpowiedziałam zniecierpliwiona jaką wiadomość chce powiedzieć mi lekarz.
-U twojego brata wykryliśmy narkotyki we krwi. Musiał zażyć amfetaminy z jakimiś innymi dopalaczami, których nie możemy jednoznacznie określić. Niestety dzisiejsze dopalacze są robione z różnych szkodliwych dla naszego zdrowia substancji. W dodatku poważne pobicie twojego brata uszkodziło żołądek. Nasz pacjent jest w krytycznym stanie. Z każdą minuta walczy o jego życie-oznajmił doktor. Przykro mi.
Mój świat stanął na chwilę w miejscu. Jak to? Mój starszy brat, z którego zawsze brałam przykład okazał się ćpunem? Od kiedy zaczął brać to świństwo? Jak to możliwe, że nic nie zauważyłam?
Teraz leży nie przytomnie w szpitalu. Co go podkusiło?
-Tobie nic nie jest, zemdlałaś z wrażenia. To się często zdarza-powiedział doktor.
-To dobrze.Czy nasi rodzice wiedzą co się stało?-spytałam.
-Tak powiadomiliśmy ich. Twój brat miał przy sobie dokumenty-odpowiedział lekarz. Niestety udało nam się skontaktować tylko z waszą matką. Powiedziała, że przyjedzie do was wieczorem.
-No tak ważniejsza praca, niż my-pomyślałam, a ojciec zabawia się pewnie z tą dziwką, którą widziałam-pomyślałam.
-Czy mogę zobaczyć brata?-spytałam doktora.
-Oczywiście-powiedział lekarz. Zaraz zaprowadzi Cię do niego jedna z pielęgniarek.
-Dziękuję-odpowiedziałam.
Musze go zobaczyć. Jestem na niego wściekła, za to, że jest taki nieodpowiedzialny. Jednak bardzo się o niego boję. Przecież on może tego nie przeżyć. Na dodatek nasi rodzice są jak dzieci. Nie zdają sobie sprawy, jak poważny jest stan Luke.
Nagle mnie olśniło. Przecież wczoraj Luke szantażował czymś tatę. Może chodziło o tę kobietę, z która widziałam ojca? Musiał wszystko wiedzieć. Dlaczego nic mi nie powiedział?
Wolał szantażować ojca, żeby uzyskać pieniądze na narkotyki. To chore, tyle spraw dzieję się za moimi plecami. Ta rodzina to jakaś patola! Chciałam dowiedzieć się prawdy od Luka, lecz on teraz leżał bezbronny na sali.
Pielęgniarka kazała założyć mi zielony fartuch. Po czym wprowadziła mnie do sali, gdzie leżał Luke.
-Lukee!!! Coś ty narobił?-zawołałam, lecz on leżał nie przytomny.
-Możesz do niego mówić, podobno osoby w śpiączce nas słyszą, tylko nie mogą się   odezwać-powiedziała pielęgniarka. Ja was zostawię.
-Dobrze-powiedziałam.
kobieta wyszła z sali i zostałam tylko ja i Luke.
-Co ty narobiłeś? Dlaczego mi nie powiedziałeś? O co chodziło wczoraj rano? Twoja kłótnia z ojcem?
-Jednak jak tak leżysz tutaj... chce mi się płakać. Nie zostawiaj mnie tutaj samej! Z  oczu zaczęły płynąć mi łzy. Płakałam i nie mogłam się uspokoić. Szlochałam. Dlaczego nasza rodzina jest taka nienormalna?
-Jak teraz ty mnie zostawisz na tym świecie, to co ja zrobię? Jestem jeszcze niepełnoletnia, jak rozsypie się nam rodzina to gdzie ja pójdę. Do zapracowanej matki, która nigdy nie ma czasu na własne dzieci? Co z Loganem, przecież on jest jeszcze taki mały. A jeśli okaże się, że ojciec ma kochankę to będzie nas miał gdzieś. Luke.. co  z nami będzie?
Przytuliłam się do brata. Niestety wciąż leżał sztywno. Jego klatka piersiowa lekko się podnosiła, po czym opadała. Wpatrywałam się w Luka. Byłam załamana tym, że mogłoby już go tu nie być.
Była już noc mogłam już wyjść ze szpitala. Byłam zdrowa. Już 19.00 a naszej matki dalej nie ma nagle dostałam sms od matki.
,,Trochę się spóźnię, nadgodziny w pracy, potem mi powiesz co z Lukiem''
Świetnie miałam nadzieję zostać dzisiaj przy Luku, jednak muszę iść, bo Agnieszka nie zostanie dzisiaj dłużej. Pocałowałam Luka na pożegnanie, po czym wróciłam do domu.
Zastałam w nim Agnieszkę, która patrzyła na mnie z nie zadowoleniem. Była zła, że wróciłam tak późno. Ogóle ją nie obchodzi nasze zdrowie. Eh co za świat...
Zostałam sama z Loganem. Słodko spał w swoim pokoju. Ten maluszek nawet nie wie jak potworny jest ten świat. Powinien spędzać czas z matką, a nie z obcą kobietą. Jest jeszcze taki bezbronny i nie świadomy wszystkiego.
Nagle zadzwonił telefon, pomyślałam, że może to ojciec spytać jak tam u nas. Pobiegłam do telefonu.
-Tak słucham?
-Jeśli do tego tygodnia nie dostarczysz towaru, to stanie Ci się krzywda-usłyszałam gruby głos w słuchawce.
-Kto mówi. To chyba jakaś pomyłka-powiedziałam.
-Jesteś siostrzyczką Luka?-spytał tajemniczy głos.
-Może..a co?
-Jeśli tak to ty i twoja rodzina skończycie w taki sam sposób  jak twój brat-powiedział brat.
-Ale o jaki towar chodzi?-spytałam.
-Twój braciszek jest nam winien 100 tyś szmalu, ale jeśli nie przyniesiesz na czas to możemy jako zaliczkę wsiąść ciebie i zapłacisz nam w naturze-  nieznajomy mężczyzna  zaczął się śmiać.
-Ty oblechu, przelecieć to ty najwyżej dziwkę za rogiem możesz, a nie mnie -powiedziałam zdenerwowana do słuchawki.
-Dobra, dobra mała pogadamy przy najbliższej okazji-powiedział, po czym dziwny telefon się rozłączył.
Co za nie przyjemne typy. Matko, jak ja spłacę ten dług. Przecież nie jestem dziwką, która puszcza się obojętnie z jakim kolesiem. Może Luka też tak szantażowali. To może dlatego go pobili. Biedny Luke, ale sam się w to wkopał. Teraz to ja muszę po nim sprzątać. Muszę coś wymyślić, tylko co?
Bolała mnie już od tego wszystkiego głowa, było mi słabo. Bałam się, że znowu zemdleję. Muszę się wsiąść w garść. Pomóc Lukowi, w końcu to mój rodzony brat.
Do domu wróciła matka.
-Przepraszam, że tak późno, no mów co tam z Lukiem?-spytała.
-A od kiedy to Cię interesuję?-odpowiedziałam.
-Nie tym tonem moja droga- powiedziała Anna.
-Twój syn leży w szpitalu, a dla ciebie jest ważniejsza praca-wykrzyczałam.
-To nie tak. .Laura -powiedziała.
Wybiegłam z salonu i zamknęłam się w pokoju.
Miałam wszystkiego dość. Wszystko się sypało. Szlochałam bezradnie do poduszki, jednak płaczem nic nie zdziałam.
Co mam robić? Dlaczego muszę mieć zawsze po górkę? Miałam ochotę sobie coś zrobić. Jednak nie zostawię Logana z tym wszystkim samym. Jest za mały, by to zrozumieć. Może to i dobrze, przynajmniej nie musi się martwić. Muszę go chronić. Kocham go, w końcu to mój malutki braciszek. Skoczę za nim w ognień. Luka też muszę obronić. Nie miałam jeszcze pomysłu, jak obronić moją rodzinę, ale jedno wiedziałem na pewno muszę skombinować dużą część pieniędzy, aby nie mieć kłopotów.

************
To by było dzisiaj na tyle,
mam nadzieję, że się podobało. :)
Liczę na wasze liczne komentarze.
Jak myślicie co dalej będzie z Laurą? 
Czy poradzi sobie z narastającymi kłopotami?
Dowiecie się tego już w następnych rozdziałach.
Przy okazji chciałam wam złożyć życzenia.
,,Kolorowych jajeczek,
rozczochranych owieczek,
rozkicanych króliczków,
pyszności w koszyczku,
a przede wszystkim
mokrego ubrania
w dniu wielkiego lania!''

Do zobaczenia kochani! :***

sobota, 19 marca 2016

02. ,,Kiedy na początku wszys­tko wy­daje się banalne, na końcu zaw­sze po­jawiają się komplikacje...''

W oknie już biały świt. Wstałam przetarłam oczy, założyłam swoje mięciutkie miętowe kapcie, po czym udałam się do łazienki. Z dołu usłyszałam głośną rozmowę. Podeszłam do skręcanych schodów i stanęłam przy drewnianej balustradzie. Usłyszałam głos taty i Luka.
-Miałeś mi dać dzisiaj trzy stówy!- powiedział Luke.
-Skąd ja mam brać te pieniądze, zacznij w końcu pracować, a nie tylko balangujesz z tymi twoimi kolegami- odpowiedział Johny.
-Tylko uwzględnij to staruszku, że wiem trochę za dużo na twój temat dotyczący jednej sprawy...
-Dobra, ale przecież dałem ci ostatnio 400 zł!-krzyknął Johny. Nie jestem bankiem!-dokończył.
-Ale mnie to nie obchodzi, jeśli do dzisiaj nie dostane zapłaty, twój sekret zostanie ujawniony, a ty będziesz miał poważniejsze problemy, niż załatwienie na dzisiaj kilka stów-powiedział Luke.
-Nie do wiary! Wyhodowałem żmije na własnej piersi-wykrzyczał załamany ojciec.
Słyszałam szyderczy śmiech Luka, jednak nie wiedziałam o co chodzi. Chciałam jeszcze trochę pomilczeń przy balustradzie. Miałam nadzieję, że dowiem się jeszcze jakiejś ważnej informacji.
-Wyjeżdżam na kilka dni w delegacje. Pieniądze przyśle Ci wieczorem...
-Jasne delegację... Możesz oszukiwać matkę i Laurę, ale mi oczu nie zamydlisz-powiedział Luke.
-O co Ci chodzi? Nie insynuuj-powiedział Johny. Wracam za trzy dni- krzyknął po czym zamknął frontowe drzwi.
Stałam nie ruchomo jeszcze kilka sekund na schodach. Co ojciec zrobił, że daje się  szantażować Lukowi? Jaka delegacja? Czemu nic mi wcześniej nie powiedział?
No cóż ciekawie się zaczął ten dzień...
Nie mogłam zapytać przecież w prost Luka o czym rozmawiał z ojcem. Pewnie i tak by mi nie powiedział. Wiedziałby tylko, że wiem że coś przede mną ukrywa. Musiałam sama zbadać sytuację. Postanowiłam baczniej obserwować mojego brata.
Przed obiadem przyszła Agnieszka. W końcu... Podobno ojciec miał jej wczoraj powiedzieć co myśli o jej nieodpowiedzialnym zachowaniu. Oszczędziłam sobie gadania, którym i tak by się nie przejęła.
Luke wyszedł zaraz po 14.00, więc poszłam za nim. Starałam się ukrywać, chodź nie było to proste, ponieważ wciąż się oglądał na różne strony. Koło pierwszej uliczki zatrzymał się. Ukryłam się na pobliskim przystanku autobusowym.
Nagle pojechało czarne BMW. Zatrzymało się obok Luka, po czym mój brat do niego wsiadł. Tajemniczy samochód oddalił się ode mnie z piskiem opon.
O co chodzi, kim są ci kolesie. I czego chcą od mojego brata. Czyżby wpadł w nieodpowiednie towarzystwo? Zaczęłam się o niego niepokoić.
Wracając do domu zauważyłam nasz białe, rodzinne kombi. Czemu stał na parkingu, a nie pod naszym domem. Zaraz zaraz z tego co wiem to ojciec nim dzisiaj rano pojechał tym autem na szybką i niewyjaśnioną delegację. Pytanie dlaczego teraz stoi dwie ulice dalej od naszego domu. Czyżby poszedł na szybkie zakupy przed podróżą? Tylko, że w pobliżu nie ma żadnego sklepu.
Od sieciówek w hipermarketach małe  sklepy upadły, po czym splajtowały. Od tej pory najbliższy sklep był godzinę jazdy od naszego domu. To jest dla mnie chore, że nasz kraj zamiast się rozwijał cofał się. No cóż ale nic nie mogłam w tedy na to poradzić.
Moim pytaniem było o co chodzi z dzisiejszą delegacją taty. Postanowiłam ukryć się i poczekać na przybycie właściciela samochodu.
Po męczących dwóch godzinach z pobliskiego bloku wyszedł mój tata z jakąś kobietą. Miała duży, granatowy kapelusz, który okrywał jej długie, ciemno-brązowe włosy, sięgające do ramion. Była ubrana w czarną, obcisną sukienkę, która podkreślała jej długie i chude nogi. Kim była ta kobieta? Miała czarne okulary, przez co nie byłam w stanie jej rozpoznać.
Jedno było pewne mój ojciec wcale nie wyjechał w żadną delegację. Pierwsza myśl, kótra przemknęła mi przez myśl to, że mój tata ma kochankę. Jednak nie miałam na to jeszcze żadnych dowodów. Postanowiłam zając się tą sprawą. Nie chciałam mówić jeszcze o tym mamie. Nie wiem jak by się zachowała, może nawet by mnie wyśmiała, dlatego postanowiłam zgromadzić jakieś dowody, za nim oczernię mojego ojca.
Chciałam iść za tatą, ale był szybszy, ponieważ jechał autem. Nie mogłam nawet biec za samochodem, bo zobaczyłby mnie jeszcze w lusterku to moje śledztwo wyszło na światło dzienne.
Wróciłam do domu. Byłam przed moją zieloną furtką. Zauważyłam, że jakiś dwóch kolesi w ciemnych bluzach okładają leżącego chłopaka. Podeszłam bliżej po czym zobaczyłam, że ofiarą napastników jest mój brat. Nie wiedziałam co  mam zrobić. Krzyknąć, podbiec, ale co bym zdziałała? Jeszcze mnie by pobili. Jednak nie mogłam przyglądać się jak leją mojego brata. Z całych tych nerwów i gniewu zawołałam donośnym głosem:
-Wy gnoje! Policja! Biją bezbronnego człowieka! Pomocy!
Nagle napastnicy zwrócili wzrok w moją stronę. Czułam przerażenie, nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam, ale w końcu coś musiałam.
Minęło 15 sekund jak po moim krzyku chuliganie się rozbiegli.
Matko jak dobrze, że nie przybiegli w moją stronę i mi nie do kopali.
Muszę nauczyć się sztuki walki-pomyślałam. Dopiero teraz to zauważyłam jak ważne są takie zajęcia w życiu codziennym.
Podbiegłam do Luka. Leżał na środku chodnika koło naszego domu.
Skulony w kulkę, zwijał się z bólu.
-Luke, Luke nic ci nie jest?-spytałam.
Po tych słowach Luke podniósł lekko swoją głowę. Z jego prawej brwi leciała krew, była on przecięta. Z nosa płynął potok krwi, a rękę miał położoną w nienaturalny sposób. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieję się na prawdę. Bałam się o życie Luka.
-Laura...-odbąknął.
Po czym zemdlał.
-Lukeee!!!-krzyczałam.
Jednak on nie reagował. Zaczęłam płakać.  Z moich oczu płynął potok łez, których nie mogłam powstrzymać. Cały czas krzyczałam.
-Pomocy!
Zadzwoniłam po karetkę. Wybąkałam ulicę i powiedziałam jak wygląda sytuacja. Nie mogłam opanować zdenerwowania. Dopiero gdy zobaczyłam pobitą twarz Luka, uświadomiłam sobie jak niebezpieczni byli ci bandyci. Nie wiedziałam nawet, dlaczego napadli mojego brata.
Kręciło mi się w głowie. Było mi słabo. Po czym zemdlałam.
Te wszystkie emocje. Widok ojca z obcą kobietą, a na dodatek te pobicie. Nie tego było już za wiele.
Chciałabym, żeby ten koszmar się skończył. Nawet matka się nami nie interesuję. Wciąż jest w pracy. O naszej rodzinie musiała dawno już zapomnieć. Dlaczego moja rodzina musi być taka pokręcona. Nigdy nie była normalna, chociaż z pozoru  mogłoby się wydawać, że jest przeciętna,
to tak naprawdę nie jest.

***********

Witam wszystkich bardzo serdecznie!
Akcja się rozwija, ale to nie wszystko co dla was przygotowałam.
Jeszcze się zdziwicie jak potoczy się sytuacja.
Co będzie z Lukiem? 
Kim jest tajemnicza kobieta, z którą spotkał się tata?
Tego wszystkiego dowiecie się już nie bawem.
P.S przepraszam, że takie krótkie, ale jest pisane na szybko.
Chciałabym dodać dłuższe, ale nie wiem jak czas mi pozwoli.
Sami wiecie święta i te sprawy.
Na dodatek jeszcze urodziny.
Wszystkiego za dużo na raz.
Oczywiście
 Komentujcie!
Buziaki :*

wtorek, 15 marca 2016

LBA

Zostałam nominowana do LBA. Nominowały mnie: Julka Lipska KLIK oraz Emi Delly R5er KLIK  
Za nominację bardzo dziękuję. :)

Pytania od Julki:

1.  Jakie jest twoje hobby?

Uwielbiam rysować, tańczyć i oczywiście pisać bloga. <3
Mogę wam zaprezentować parę moich prac, sami ocenicie czy potrafię rysować. :)




2.Co skłoniło Cię do założenia bloga?

W zasadzie nakłoniła mnie do tego moja koleżanka Abi KLIK . Chciałam spróbować swoich sił w pisaniu i opowiadaniu moich historii.

 3.Skąd czerpiesz wenę na kolejne rozdziały?

Pomysły przychodzą mi spontanicznie. Jednak zanim napisze post myślę o powiązaniu z następnymi rozdziałami. :)

4.Od kiedy jesteś na blogerze?

Od 03.02.2016r., czyli już ponad miesiąc. Jestem tutaj nowa, więc staram się was zainteresować moimi opowiadaniami.

5.Ulubiony dzień tygodnia?

Piątek po południu. Zwykle spotykam się w tedy z moimi znajomymi. :)

6.Czy masz jakieś zwierzątko? Jak tak to jakie?

Oczywiście, że mam. Kota i psa. Piesek to york i wabi się Fibi, a kot to Gucio. To moje małe pociechy. Kocham je! <3

7.Twoje ulubione blogi?

 http://raura-kinga-story.blogspot.com/2016/02/16.html
http://nigdyniepoddamsiebedewalczylraura.blogspot.com/2015_07_01_archive.html 
http://laurailukelove.blogspot.com/2016/02/rozdzia-19.html 
http://anormalgirlrydel.blogspot.com/2016/03/rozdzia-6.html 
http://milosc-rosnie-powoli-raura.blogspot.com/2016/02/18-so-love-me-like-you-do-love-me-like.html 
http://hurricane-laura.blogspot.com/2016/02/16-fuck-you-very-very-much-cause-we.html 
http://life-is-like-a-labyrinth-raura.blogspot.com/2016/03/rozdzia-33.html 
http://lasttimeraura.blogspot.com/ 
 Jest ich naprawdę wiele. Zawsze staram się czytać na bieżąco nowe rozdziały, jednak nie zawsze udaję mi się skomentować każdy post, ale postaram się poprawić. :)

8.Jak masz na drugie imię?

Nie mam drugiego. :)

9.Gdzie chcesz mieszkać w przyszłości?

Chciałabym mieć dom za granicą, na jakiejś wyspie, ale jednak Polska jest moim ojczystym krajem i także chciałabym tu mieć swój dom.

10. Kim chcesz zostać?

Hym.. Trudne pytanie. Mam dużo planów, jednak nie wydają mi się zbyt realne. Moim marzeniem jest zostać policjantką, jednak wszyscy mi ten zawód odradzają ;(. Służba nie drużba, a po za tym moja mała postura ciała nie jest odpowiednia w tym zawodzie. :(

11.Czy zaliczyłaś w swoim życiu jakąś wtopę?

Jasne, przytrafiają mi się cały czas.  Jednak nauczyłam się już żyć z tymi potknięciami.
Największa z nich to ta, w której idąc przez ratusz w mieście mówiłam do mojej siostry, która szła z tyłu. Mówiłam na głos dużo różnych rzeczy. Po pewnym czasie zorientowałam się, że za mną jest zupełnie obca mi osoba. Musiała uznać mnie za wariatkę, która mówi sama do siebie.  Jednak w tedy chciało mi się śmiać, niż płakać. ;)

12.Ulubiony zespół?

Jest ich sporo, ale jeśli miałabym wymienić to:
-R5 NUTKA
-One Direktor ( bardzo ubolewałam, gdy odszedł Zeyn :( )   NUTKA
-Fifth Harmony NUTKA 
-DNCE NUTKA

13. Co sądzisz o moim blogu?  

Jest wspaniały! Uwielbiam twoje rozdziały staram się każdy komentować. Śledzę twoje posty n bieżąco,  najchętniej codziennie  czytałabym ich kilka, jednak wiem, że jest jeszcze nauka i obowiązki domowe. Sama je mam, więc Cię rozumiem. ;) 

14. Książka czy film? Uzasadnij.

Oczywiście, że książka uwielbiam przeżywać opowieści i wyobrażać sobie bohaterów. Film wszystko obrazuje i nie jesteśmy w stanie chociaż trochę pomarzyć. :( Pamiętajmy, że kto czyta książki żyje podwójnie. :)
  



Pytania od Emi Delly R5er

1. Masz w planach kolejnego bloga?

Tak, jednak teraz nie mam na to czasu. Przeklęta szkoła...
Mam mnóstwo pomysłów i w przyszłości mam zamiar je opublikować. :)

 2. Gdybyś mogła cofnąć się w czasie, to co byś zmieniała w swoim życiu?

Hym... Fakt popełniłam sporo błędów, jednak cieszę się z teraźniejszości. Ni chciałabym nic zmieniać, ponieważ bałabym się, że mogłabym coś bardziej zepsuć niż było wcześniej. 

3. Ulubiona piosenka?

Mam ich dużooo...
Jednak teraz najczęściej słucham: NUTKA :)

4. Grasz na jakimś instrumencie? Jak tak, to na jakim?

 Mogę powiedzieć , że staram się grać na gitarze. :)

5. Jaki przedmiot lubisz, a jaki nie? Dlaczego?

Najbardziej lubię w-f, plastykę i matematykę. Zawsze miałam z nich dobre. Nie sprawia mi to najmniejszej trudności.
Nie lubię biologi i historii, ponieważ nigdy mi jakoś z tymi przedmiotami nie szło. Historia byłaby może jeszcze ok, ale za ,,przeuroczą'' nauczycielkę, która jest niczym diabeł wcielony moja edukacja jest ciężka...

6.Ulubiona bajka lub film animowany z dzieciństwa?

Smerfy i Barbie Roszpunka :)

7.Lubisz czytać lektury szkolne?

Nie, ponieważ muszę je zawsze szczegółowo streścić, przez moją panią polonistkę. Jednak nie które powieści są naprawdę cudowne jak np. Oskar i Pani Róża albo Mały Książę. W tych książkach po prostu się zakochałam. <3

8. Ulubiony kosmetyk?

Zdecydowanie eyeliner. MAX FACTOR COLOUR X-PERT


 9. Jakie 4 rzeczy zabrałabyś na bezludną wyspę?

-Dobrą książkę
-Scyzoryk
W zasadzie tyle by mi wystarczyło. Zabrałabym ze sobą jeszcze jakąś przyjaciółkę, przyjaciela, ale oni nie są przedmiotami. ;)

10. Ulubiona rzecz w szafie?

Chyba nie mam :/ Nie przywiązuje szczególnej wagi do ubrań. Lubię gdy są dopasowane, eleganckie, jednak nie mam żadnej ulubionej rzeczy. :)

11. Jak chciałabyś, żeby wyglądała twoja wymarzona randka?

Pierw mój rycerz na białym koniu powinien zabrać mnie na gdzieś w bajeczne miejsce. Pomysł należy od niego. Chciałabym, żeby mnie zaskoczył. Później zabrał na jakąś romantyczną  kolacje przy świecach, do której zaprowadziłyby mnie płatki róż. Do tego jeszcze eleganckie ubrania, jak książę i księżniczka... Jednak to tylko marzenie, ponieważ tacy mężczyźni po prostu nie istnieją. Czuły, romantyczny, delikatny, wrażliwy, a zarazem męski i odważny to tylko bajki. :(

To byłoby na tyle, mam nadzieję, że przeczytaliście chociaż połowę tych wypocin. ;)
Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję za nominację! Naprawdę się cieszę. :)

Nominowani:

Moje pytania:
1. Ile czasu zajmuje Ci napisanie jednego rozdziału na twoim blogu?
2. Jakie masz hobby?
3.Masz zwierzęta w domu? Jak tak, to jakie?
4. Co planujesz w przyszłości?
5.Masz jakieś plany na nowego bloga?
6.Twoja ulubiona piosenka?
7.Twój najlepszy dzień w życiu to?
8.Czekolada, czy żelki? Dlaczego?
9.Twoje największe marzenie?
10.Co sprawiło, że zaczęłaś pisać bloga?
11. Od kiedy jesteś na blogerze? 
12.Jak wygląda twoja wymarzona druga połówka?

To by było na tyle. :)
Pozdrawiam :***